wtorek, 14 sierpnia 2012

"Take me out to the ball game"

Jaki jest napopularniejszy sport w Japonii? Oczywiście poza sumo? Baseball.

Sport ten stał się popularny w latach 70-tych XIX wieku, za sprawą emigrantów ze Stanów Zjednoczonych. Obecnie, na terenie Japonii, działają dwie profesjonalne ligi baseballowe: Liga Centralna i Liga Pacyfiku.
Uznaliśmy, że będąc w Japonii, warto wybrać się na mecz baseballu. Zwłaszcza, że najpopularniejszą japońska zawodowa drużyną są Yomiuri Giants z Central League, których mecze odbywają się w Tokio Dome. Wybór padł więc na mecz Yomiuri Giants vs. Hanshin Tigers. Razem z nami, studentami IAESTE, na mecz wybrało się kilkoro japońskich studentów. Jako, że japończycy byli fanami Tygrysów, my także postanowiliśmy im kibicować.

Tokio Dome.
Intensywne przygotowania do meczu zaczęliśmy już kilka dni wcześniej.


W dniu meczu, pozytywnie nastawieni, wybraliśmy się na stadion. Trzeba przyznać, że sam stadion robi ogromne wrażenie, ale jeszcze większe - wesołe miasteczko tuż obok. Po raz pierwszy widziałam roller coster, którego trasa przebiega wokół budynku. Sama kolejka wyglądała na należącą do tych dostarczających wielu emocji, toteż postanowiłam wrócić tam jeszcze, oczywiście o ile czasu i pieniędzy wystarczy.
Roller Coster na dachu.
Pomimo, że bilety na mecz zakupiliśmy już wcześniej, pozostały nam jedynie miejsca stojące. Bilety na mecze Gigantów rozsprzedawane są w tempie natychmiastowym. Prawda, że brzmi to jak zapowiedź doskonałej rozrywki? No właśnie. Też nam się tak wydawało.
A wszystkiemu winna współczesna kinematografia. Znacie te amerykańskie filmy o baseballu, przepełnione akcją, doskonałymi wybiciami i grą od której nie można wręcz oderwać oczu? To w rzeczywistości wcale tak nie wygląda. Ani odrobinę.

Początek meczu.
Baseball jest nudny. Piekielnie nudny. Do tego stopnia, że nawet japońscy fani na mecze przychodzą z książkami i konsolami do gier. Wygląda to przekomicznie, gdy fan najpierw zaciekle kibicuje swojej drużynie, a po chwili, gdy sytuacja na boisku się odwraca i przy piłce są zawodnicy drużyny przeciwnej, siada i zagłebia się w lekturę.

Uwaga! Akcja!
Podczas trzygodzinnej gry, łącznie zdobyto TRZY punkty. Nie ma więc co liczyć na spektakularne wybicia i zawrotne zwroty akcji. Mimo to, na stadionie panowała bardzo pozytywna atmosfera, kibice zagrzewali swoje drużyny do walki, a na trybunach można było zobaczyć całe rodziny z dziećmi.
Niestety, drużyna której kibicowaliśmy przegrała. Chciałoby się powiedzieć, że nie ważna wygrana, liczy się dobra zabawa. Ale w przypadku baseballu? Jedyne o czym pomyślałam to, baseball - nigdy więcej.

Międzynarodowi kibice Tygrysów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz