Może najpierw słówko o letnim programie IAESTE. Otóż, podczas pobytu zagranicznych studentów w Tokio, lokalny komitet IAESTE stara się jak najlepiej zagospodarować nam wolny czas, organizując liczne wycieczki oraz spotkania z japońskimi studentami. Pozwala nam to, nie tylko poznać wielu ciekawych ludzi, ale też zwiedzić interesujące miejsca i zapoznać się z kulturą japońską.
Chociaż, w sumie, jak dla mnie, to ja już wystarczająco dużo ludzi poznałam. Poza kilkoma charakterystycznymi jednostkami, Japończycy zlewają mi się w jedną azjatycką masę i kompletnie nie mogę rozróżnić który jest który. O zapamiętaniu wszystkich imion, nawet nie mam co marzyć. Ale naprawdę, oni wszyscy są do siebie bardzo podobni. Swoją drogą, ciekawe, czy Azjaci też mają podobnie problemy? Zapytałabym, tylko nie bardzo wiem jak, bo przecież pytanie: "Przepraszam, jakim cudem jesteś w stanie rozróźnić swoich kolegów, pomimo, że wyglądają jak dwie krople wody?" mogłoby zostać potraktowane jako niegrzeczne.
Zresztą, podobni czy nie, najważniejsze, ze chętnie uczestniczą w IAESTE-owych wycieczkach. Ponownie więc, proporcje grupy były wyraźnie zaburzone, oczywiście na korzyść Japończyków.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od podzielenia się na grupy. A potem na mniejsze grupki. Po co? Tego nie wie nikt, chyba nawet sami organizatorzy.
Efekt tych zabiegów jest taki, że na jednego studenta zagranicznego przypada średnio czterech miejscowych. Zupełnie jakby chcieli sprawiedliwie podzielić się nami i zmotywować nas do nawiązania kontaktu z nimi. I bardzo dobrze im się to udaje (patrz kilka linijek wyżej).
Pierwszy punkt wycieczki to Expo Center, gdzie znajduje się muzeum nauk ścisłych. Eksponaty ukazywały najnowsze osiągnięcia nauki jak nanotechnologia, loty kosmiczne czy badania nad kodem DNA, a także podstawowe zagadnienia fizyki jak magnetyzm czy akustyka. A wszystko przedstawione w przystępny sposób, tak aby zainteresować nawet najmłodszych zwiedzających.
| Wstęp do nanotechnologii |
| Kosmiczny łazik. |
Ale zaraz, jakie dzieci? Przecież studenci IAESTE to dorośli ludzie, już studiujący kierunki techniczne. Czy nas trzeba jeszcze do czegoś zachęcać? Raczej nie. Ale to wcale nie przeszkodziło nam w bawieniu się rozmaitymi urządzeniami, na równi z obecnymi tam dzieciakami.
![]() |
| W wielkiej bańce. |
Gdyby kilka lat temu ktoś mnie zabrał do takiego muzeum, lekcje fizyki byłyby dużo ciekawsze i bardziej zrozumiałe. Teraz pozostaje już tylko cieszyć się, że nabyta wiedza pozwala na bezproblemowe zrozumienie całej wystawy, nawet jeżeli nie wszędzie dostępne są opisy w języku angielskim.
Potem było już poważniej. JAXA, czyli japońskie centrum lotów kosmicznych, to takie azjatyckie NASA.
| Japan Aerospace Exploration Agency. |
Na wystawie mogliśmy podziwiać historię podboju kosmosu przez Japończyków, od pierwszych satelitów, aż po najnowocześniejsze rakiety.
| Rakietą do gwiazd. |
Przestrzeń wystawinniczą wypełniały odwzorowane modele rzeczywistych urządzeń, a także prawdziwe, nieużywane już maszyny.
| Trochę historii. |
Ponownie, część ekspozycji była interaktywna, mieliśmy między innymi okazję do obejrzenia map pogodowych z całego świata oraz zapoznania się z realiami życia w stacji kosmicznej.
| Jaki ten świat mały. |
Wyzyta w JAXA była niesamowitym przeżyciem. Jedynym mankamentem była świadomość, że Japonia jest tak zaawansowanym technicznie krajem, że mają całe muzeum związane z eksploracją kosmosu, podczas gdy w Polsce, dopiero niedawno, pierwszy satelita został umieszczony na orbicie. Ale przecież uczymy się od najlepszych, prawda? Więc może hasło "dogonić Amerykę" warto zmienić na "dogonić Japonię"?
| Bo wszyscy astronauci to jedna rodzina. |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz