W niedzielę, postanowiłam pozwiedzać okolicę. Sama, żeby móc w pełni chłonąć azjatyckość miejsca. W ramach oswajania metra wybrałam się do dzielnicy Ikebukuro, gdzie znajduje się, drugi co do natężenia ruchu ludzi, dworzec metra w Tokio. I rzeczywiście, tłum nieprzerwanie pędzi, każdy w swoją stronę, do tego stopnia, że zmiana kierunku jest trudna, trzeba szukać luk między przechodniami, bo nikt ani mysli się zatrzymać.
| Wejście na stację Ikebukuro. |
Ikebukuro jest to też dzielnica sklepikarzy i domów handlowych. Jednak nie mają one nic wspólnego z polskimi marketami. Po drodze natknęłąm się na trzy wielkie sklepy rtv/ agd, każdy po ok 7 pięter, a na każdym piętrze, ogromna powierzchnia sklepu wypełniona najróżniejszym asortymentem. Wybór ogromny, samych myszek do komputerów cztery alejki i kilkadziesiąt modeli, niestety ceny wysokie.
Oprócz tego całe mnóstwo mniejszych sklepików, praktycznie ze wszystkim, kosmetyki, gadżety, gitary:), ubrania, i oczywiście, na każdym kroku, telefony komórkowe. Co tylko można chcieć kupić, to na pewno tutaj jest.
| Jeden z domów handlowych. |
W Ikebukuro trafiłam też do gigantycznego centrum handlowo-rozrywkowego Sunshine City. Ale tym razem moim celem nie były sklepy, a taras widokowy, mieszczący się na 60 piętrze wieżowca. Winda mknie z prędkością 600m/min, więc na szczycie, czyli wysokości 250m, jest się po kilkunastu sekundach. Z tarasu można zobaczyć panoramę całego Tokio, wrażenie jest niesamowite. Zanim w pełni nacieszyłam się widokiem, zrobiło się ciemno. Mogłam więc podziwiać Tokio także nocą.
| Tokio nocą. |
Więc Big in Japan? I tak i nie. Tak, bo większość Japończyków jest mojego wzrostu i wreszcie nie muszę zadzierać głowy do góry gdy z kimś rozmawiam.
Nie, bo wieżowce, bramy, zwyczajne domy, wszystko inne poza samymi Japończykami, jest ogromne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz