czwartek, 19 lipca 2012

"If I came back as a dolphin"


Po całym dniu ciężkiej pracy w laboratorium, postanowiliśmy odpocząć, zdala od zgiełku miasta, wśród fauny i flory. Niestety, w centrum Tokio, o faunę ciężko, jeśli nie liczyć kruków, które podobno czasami atakują ludzi. I są  ogromne, serio. Postanowiliśmy więc poszukać bardziej przyjaznych stworzeń,  związku z czym, wybraliśmy się do oceanarium. W końcu delfiny są przyjazne. Czasami aż za bardzo, zwłaszcza, gdy w trosce o dobre samopoczucie ludzi w trakcie upałów, postanawiają schłodzić ich zimnym prysznicem.
Na szczęście mój aparat przeżył spotkanie z zimną wodą z basenu, i udało mi się uwiecznić na zdjęciach kilka z delfinich popisowych sztuczek.

Wśród delfinów.

Foki zachwyciły mnie umiejętnościami piłkarskimi. Gdyby tylko nasi piłkarze tak dobrze panowali nad piłką jak one, wygraną na Euro mielibyśmy w kieszeni.
Nowy gracz naszej reprezentacji.

W oceanarium były też oczywiście akwaria. Właściwie całe oceanarium było jak jedno wielkie akwarium, z podwodnymi  tunelami dla zwiedzających. Egzotyczne ryby, ogromne kraby i inne morskie stworzenia otaczały nas ze wszystkich stron.
Mieszkańcy akwarium.
Skręciliśmy w kolejną podwodną alejkę i poczuliśmy się jak bohaterowie Happy Feet.  Pingwiny.  Najróżniejszych ras i rozmiarów. W dodatku, mieliśmy szczęście i trafiliśmy akurat na porę karmienia. Mogliśmy więc zobaczyć prawdziwe pingwinie indywidualności, od nieśmiałych osobników czekających, aż pokarm znajdzie się w ich pobliżu, po odważne jednostki, śmiało wyciągających dzioby  po pożywienie.
Tupot małych stóp.

I oczywiście, te najbardziej zdeterminowane pingwiny wygrywały, jako jedyne nie musiały walczyć o pożywienie. Może więc w pingwinim świecie jest tak samo jak w ludzkim i to do do odważnych świat należy? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz